Zamiast zakładać, że wyższe piętro musi oznaczać wyższą albo niższą cenę, sprawdziłem, co pokazują konkretne transakcje.
Przy jednej z ostatnich wycen zacząłem się zastanawiać, czy z tym piętrem to rzeczywiście jest tak, jak zwykle zakładamy.
No więc zamiast się zastanawiać, sprawdziłem.
Wziąłem 14 transakcji z jednej ulicy. Budynki z podobnego okresu, podobna konstrukcja, podobne układy mieszkań. Do analizy wrzuciłem kilka cech, między innymi powierzchnię, piętro i dostępność do budynku.
Wynik był raczej mizerny. Model wyjaśniał około 0,2% zróżnicowania cen.
Przy takiej liczbie transakcji trudno było z tego wyciągać dalej idące wnioski, więc poszedłem szerzej.
Tym razem przeanalizowałem 230 transakcji mieszkań dwupokojowych z rynku wtórnego, z terenu całego Jaworzna — od parteru do IV piętra, transakcje osób fizycznych z okresu od września 2024 do sierpnia 2026.
Dla każdej kondygnacji policzyłem osobno medianę ceny za metr. Wyszło: parter 6 264 zł/m², I piętro 6 643 zł/m², II piętro 6 478 zł/m², III piętro 6 479 zł/m², IV piętro 6 379 zł/m².
Wszystkie pięć wartości mieści się w przedziale niespełna 400 zł/m². Tymczasem w obrębie samego parteru pojedyncze ceny transakcyjne wahają się od około 4 000 do ponad 11 000 zł/m² — a więc rozrzut kilkukrotnie większy niż cała różnica między medianami pięter.
Innymi słowy: to, na którym piętrze jest mieszkanie, ginie w tym, jakie akurat jest to konkretne mieszkanie. Reszta to szum.
I teraz ważne — i to jest zdanie, przy którym się upieram: nie wyciągałbym z tego wniosku, że piętro nie ma znaczenia.
Różnica między najniższą a najwyższą medianą to 379 zł/m² — przy mieszkaniu o powierzchni 50 m² niewiele ponad 18 tys. zł. W konkretnej wycenie taka różnica może być jak najbardziej istotna.
Chodzi raczej o coś innego. W tym zbiorze samo piętro nie tłumaczyło dużej części różnic pomiędzy cenami. Różnice cen były po prostu dużo większe niż różnica pomiędzy medianami poszczególnych pięter.
Tu zaczyna się problem, którego w samej bazie transakcji nie widać zbyt dobrze.
Mamy powierzchnię, piętro, lokalizację, datę transakcji. Natomiast znacznie trudniej znaleźć w danych informację o tym, jak naprawdę wyglądało mieszkanie.
Czy było po remoncie? Czy remont był zrobiony pięć lat temu czy dwadzieścia? Czy mieszkanie nadawało się do wprowadzenia, czy trzeba było zrobić w nim wszystko od początku?
Takiej informacji zwykle nie da się zamknąć w jednej liczbie.
Dlatego nie próbowałem też powiedzieć, że cała niewyjaśniona przez model część to „stan techniczny”. To byłoby zbyt proste. W tej części mogą znajdować się również inne cechy mieszkań, których nie mamy w bazie, a także różnice związane z konkretną transakcją.
Model może pokazać, czego nie potrafimy wyjaśnić. Nie mówi automatycznie, co jest przyczyną.
Skoro twierdzę, że niewyjaśniona przez model część ceny w dużej mierze odzwierciedla stan techniczny mieszkania, postanowiłem to sprawdzić na czymś konkretnym, a nie tylko założyć.
Wróciłem do pierwszych 14 transakcji z jednej ulicy. Dla każdej policzyłem resztę modelu — różnicę między ceną rzeczywistą a tą, jaką model przewidziałby wyłącznie na podstawie powierzchni, piętra i dostępności do budynku. Reszty ustandaryzowałem i uszeregowałem w pięć klas, od I (najniższa) do V (najwyższa).
Model nigdy nie widział opisu stanu technicznego tych mieszkań — nie miał do niego dostępu. Ale w aktach notarialnych dwóch z tych czternastu transakcji wprost zapisano: „do gruntownego remontu”.
Sprawdziłem, gdzie te dwie transakcje wypadły na skali. Obie znalazły się w klasie I — na samym dole, jako dwie najniższe reszty ze wszystkich czternastu.
Rozpoznał je po samej cenie.
To dla mnie najmocniejszy dowód w całej tej analizie. Nie mówi on, że piętro jest nieważne — mówi, że to, czego model nie widzi wprost, i tak potrafi się przebić przez samą cenę.
Przy okazji trafiłem też na transakcję, w której powierzchnia lokalu była o około 6 m² większa niż w pozostałych analizowanych przypadkach. Po sprawdzeniu okazało się, że do powierzchni została doliczona piwnica. W pozostałych transakcjach piwnice nie były uwzględniane. Przy małej liczbie transakcji taka różnica w sposobie podawania powierzchni może mieć wpływ na wynik analizy, dlatego warto sprawdzić, co dokładnie oznacza podana powierzchnia.
Niby drobiazg. Tyle że po przeliczeniu cena za metr wychodziła o ponad 600 zł/m² niższa.
W efekcie jedna transakcja zaczynała wyglądać jak jedna z najtańszych w całym zbiorze.
I to jest chyba rzecz, która najbardziej przypomina mi, po co w ogóle robić takie analizy. Można zbudować model, liczyć zależności i szukać prawidłowości, ale czasami najważniejsze jest sprawdzenie jednej konkretnej liczby.
Bo jeśli ta liczba jest błędna, to cały dalszy rachunek może być bardzo elegancki — tylko że będzie oparty na czymś, co od początku się nie zgadza.
Analiza własna · dane z transakcji wykorzystanych w pracy rzeczoznawczej · wartości zaokrąglone